BYĆ Kitsch&Vintage - idę o zakład, że też chcesz być!

4
BYĆ Kitsch&Vintage - idę o zakład, że też chcesz być!

Ten artykuł wymaga pozycji horyzontalnej - ułóż się wygodnie, zrób kilka głębokich, powolnych oddechów i wyobraź sobie taką sytuację:

Przychodzi taki dzień, kiedy możesz zdecydować o sobie od stóp do głów - zaprojektować swoją przyszłość, cechy charakteru, wygląd, dobrać ludzi wokół siebie i scenerię Twojego miejsca zamieszkania. Perspektywa przejęcia upatrzonych cech charakteru z "Wielkiego Katalogu Cech Charakteru", odpowiada zbieraniu najpiękniejszych jabłek i wrzucaniu ich do swojego jutowego worka podczas wizyty w sadzie. Jakżeby miło było zmienić obecną parszywą pracę i pozbyć się wrednych koleżanek widywanych na przerwach obiadowych w pokoju socjalnym! I najlepiej wyprowadzić się gdzieś na południe, gdzie w listopadzie jest 20 stopni... I może jeszcze jakiś własny kawałek trawnika, by móc tam ćwiczyć poranną jogę.

Dobra. Z lekkim żalem przywróć się do rzeczywistości. Zazwyczaj w tym momencie nadchodzi mój ulubiony, depresyjny tekst, skonstruowany:

"Fajnie by było..., ale..."

Na coś takiego ciężko znaleźć argument. Są takie zdania, które zabijają człowieka szybciej niż strzał w łeb. To zdanie należy do tej kategorii i słyszałam je nie raz, nie dwa, BA! - potrafiłam tak powiedzieć i ja. Zazwyczaj po "ALE" znajduje się coś, co można sprowadzić do "NIEMOŻLIWE" i całe szczęście poświęciłam kilka ładnych lat na to, żeby znaleźć miażdżący argument sprzeciwu potwierdzony w rzeczywistości, który eliminuje te smuty. Wystarczy odpowiedzieć na następujące 3 proste pytania:

1. Czy to, czego chcę wymaga magii?
(czyt.: chcę porzucić własne ciało i duszę, by wcielić się w moją koleżankę, która ma męża, w którym się podkochuję od pięciu lat bez wzajemności = magia)

2. Czy to, czego chcę ogranicza lub krzywdzi drugiego człowieka?
(czyt.: zepchnę tę koleżankę ze skarpy, porwę zrozpaczonego męża i wywiozę do chaty w Bieszczadach, by był tylko mój)

3. Czy to, czego chcę ogranicza lub krzywdzi mnie?
(czyt.: sama się rzucę z tej skarpy albo pojadę na wątpliwego bezpieczeństwa operację plastyczną na Białoruś, gdzie wszczepią mi implanty, które sprawią, że moja twarz będzie bardziej podobna do twarzy koleżanki)

Jeśli odpowiedź na powyższe trzy pytania brzmi NIE - to już pierwsze zielone światło, które obala prawie każde nasze "ale..." występujące po "fajnie by było...". To pierwsze zielone światełko w tunelu dostarcza moc pozytywnej informacji o rzeczywistej realizacji naszego wyobrażenia/marzenia, więc w efekcie - mamy pierwszą falę motywacji do działania.
Przed nami jeszcze długa droga do celu. Jeśli zatrzymalibyśmy się na tym etapie, byłby to klasyczny tor postępowania przeciętnego, kumatego jedenastolatka. Jesteśmy jednak w życiu dorosłym, które daje nam zarówno większe pole do popisu, jak i też więcej "przeszkód" natury ludzkiej, takie jak przywiązania, odpowiedzialność, moralność, pieniądze (a raczej ich brak), przez które trzeba się z głową przeprawić. Z pomocą przychodzą nam tak zwane Życiowe Durszlaki, które pozwalają stworzyć, a później ocenić bilans zysków i strat i ODCEDZIĆ sprawy, które mogą nas uszczęśliwić od tych, przez które będzie nam przykro. 

Pierwszy durszlak to: "godzimy się z rzeczami na które nie mamy wpływu".

To najtrudniejszy moment, ponieważ ocena, czy na coś mamy wpływ czy też nie, musi przebiec możliwie jak najbardziej obiektywnie. Spójrzmy na nasz przykład:

1. Moja koleżanka kocha swojego męża = nie mamy wpływu
2. Mąż mojej koleżanki ją kocha = nie mamy wpływu
3. Mąż mojej koleżanki nie kocha mnie = nie mamy wpływu
4. Kocham męża mojej koleżanki = POTENCJALNIE nie mamy wpływu.

Pierwsze 3 punkty są oczywiste, ponieważ odnoszą się do braku możliwości siedzenia w cudzej głowie i zmieniania czyjejś decyzji (czysta magia [patrz pierwsze pytanie]). Skupmy się zatem na czwartym punkcie i na tym, jak bardzo jest skomplikowany. Po pierwsze: odnosi się do nas samych, więc na pewno możemy coś z tym zrobić. Po drugie: odnosi się do emocji i uczuć, jakie żywimy do drugiej osoby i niestety nie mamy zdolności ich "wyłączania". Tymczasem, sprawa nie jest wcale z góry przegrana, choć wymaga ciężkiej pracy. Popatrzmy znów na nasze 3 pytania, a dokładniej na pytanie numer 3. Połączmy więc klamerką: Czy ja robię sobie krzywdę, kochając męża mojej koleżanki? To pytanie-klucz, bo cóż może być krzywdą? Przepłakane noce, smutne westchnienia, odrzucanie nowych znajomości, tęsknota, kajanie się magicznymi wyobrażeniami o wspólnym życiu... tak, to jest robienie sobie krzywdy, a tak być nie może. Skoro już to wiemy, to naprawdę jesteśmy już na końcu naszej wyboistej drogi w tej sprawie.

Czas na drugi durszlak pod tytułem "dbam o siebie", który odcedza nam sytuacje przeczące temu zdaniu.

Przez sito odcedzamy więc wszystko to, co przysparza nam robienie sobie krzywdy:

1. Rozmowy z koleżanką
(czyt.: gdy z nią rozmawiam, myślę i tak o jej mężu i o tym, co u niego)
2. Oni są moimi sąsiadami
(czyt.: nie mogę codziennie rano wychodzić do pracy ze strachem, że spotkam go na parkingu)
3. Noszę czerwoną sukienkę w kwiaty
(czyt.: kiedyś w niej przyszłam do ich domu i usłyszałam od niego komplement, więc od tamtej pory to moja ulubiona sukienka, która przypomina mi o nim)

Punktów może być i z milion, lecz konkluzja jedna: pozbywamy się sytuacji, które psują nam krew. Możemy to zrobić jedynie w momencie, kiedy jesteśmy pogodzeni z tym na co nie mamy wpływu. Ta wiedza daje gwarancję rozprawienia się z eliminacją niewygodnych sytuacji z klasą i mimo wszystko - z podniesioną głową. W efekcie - mamy większe pole do popisu aby stać się szczęśliwym człowiekiem.

Ale po co to wszystko? Powróćmy do naszych wyobrażeń o sobie, projektowaniu swojej przyszłości i charakteru. Wszystko powinno wydać się odrobinę prostsze. Mając na uwadze ten cały, zawiły schemat - czym krzywdzisz kogokolwiek, chcąc zmienić miejsce zamieszkania? Czy sprawisz sobie przykrość wybierają inny zawód, choćby na drugim końcu świata? Co magicznego jest w pomyśle przejęcia starej agroturystyki, której ogłoszenie widzisz codziennie na OLX? Masz rację: nie masz wpływu na to, że akurat dzisiaj o godzinie 11stej nie posiadasz pieniędzy na jej kupno, ale masz wpływ na to, żeby zarabiać więcej i móc zaoszczędzić. Cel dla dorosłego człowieka nie powinien być jednoznaczny, biały albo czarny. Dobrze obrany cel zawsze jest kierunkiem, którym zbliżamy się do szczęścia. Tę agroturystykę może Ci ktoś sprzątnąć sprzed nosa, ale nawet nie wiesz, ile dobrego pojawi się podczas samej podróży ku temu.

Takie podejście nazywam właśnie Kitsch&Vintage. Oczywiście, ta koncepcja odzwierciedla się w wielu innych gatunkach życia, ale o tym ciąg dalszy wkrótce. Pozwoliłam sobie nie tłumaczyć dlaczego kitsch i dlaczego vintage, ponieważ z pewnością w miarę poznania - będzie to już dla wszystkich bardzo jasne.

 

Pa!

Komentarze do wpisu (4)

27 sierpnia 2018

wspanialy wpis! czytajac takie rzeczy az chce sie ruszyc z posad swiat i zdobywac szczyty! gratuluje odwagi, wytrwalosci i ogromnego talentu! oby wiecej takich swiatelek w tunelu jak TY :)

27 sierpnia 2018

Ten wpis będzie światełkiem w życiu dla każdego! Brawo!

27 września 2018

Taka moja misja... dziękuję! :)

29 września 2018

Bardzo pozytywne przesłanie brawo

Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl